|
Rohacka zobyta!!! Nota bene przypadkiem. Zacz??o si? od wyjazdu do Szczyrku. S?awek (gradient onyx) i ja pojechalismy polata? niezrazeni zapewnieniami Paradajza, ze ca?y warun to on juz wylata?. Nie ca?y on wylata? oj nie.Co wiecej ukojony zapewnieniami moimi o dalszym istnieniu warunu przyjecha? do Szczyrku na delgacje s?uzbow?, wzi?? udzia? w konkursie na Najbardziej Spektakularnie Spalony Start (jakie? trzecie miejsce), wr?czy? mi ulotke reklamow?, proponujac zaprojektowanie kuchni (bo biura nie posiadam) i ...wyjecha?. A my musieli?my lata? dalej. W piatek wia?o z po?udnia, wi?c poszerzylismy sk?ad ekipy o Sandera (gin bonanza) Grze?ka (dudek vip) i Tomka (nowa carbon) i wyruszylismy pod wiatr (zgodnie ze star? góralsk? zasad?, ze z prondem to byle gówno p?ynie, a pod prond ino ?lachetna ryba ). A wi?c - Dang nacht Donovaly! W Donovaly spotkalismy Emila (nie wyj?? on nawet skrzyd?a, tak, ?e bez szczegó?ów) i nie zrazeni jego ostrze?eniami wjechalismy na gór?. Emil pokaza? nam swoja rodzine w komplecie, wi?c zrozumielismy, ze nie moze on ryzykowa? zycia i zdrowia. ?egnaj?c nas Emil tuli? do piersi córeczk?, ale w oczach Emila czai?a si? nostalgia i t?sknota do lotów swobodnych. Na górze wia?o tak, ze mozna by by?o tylko z pradem (a my swoje zasady mamy o czym ju? wspomina?em, wi?c zjechalismy). I nie polatalibysmy na obczy?nie, gdyby Emilowi nie wymkn??a si? nie?mia?o informacja... Jest tak góra... - powiedzia? nam rozmazony Emil - Rohacka . Odnalezienie Rohacki zaj??o nam oko?o godziny. Dyskusje nad celowo?ci? zdobywania Rohacki kolejne 45 minut. W koncu zacheceni opowiesciami spotaknych u podnó?a góry rodaków postanowilismy - wespniemy si? na Rohack?! Rodacy patrzyli na nas z podziwem. Wej?cie na Rohack? zaj??o nam od 15 do 25 minut. Mnie najd?uzej, bo zak?ada?em dolny obóz i zabezpiecza?em go przed stadem rozszala?ych krów, które niechybnie mia?y tamtedy przebiega? tratuj?c co popadnie. Na szczycie przeanalizowalismy warunki i rozbilismy górny obóz u podnó?a ska?y gro?nej i postrz?pionej, której Rohacka zas?uzenie zawdz?cza swoj? ponur? nazw?. Pierwszy wystartowa? Sander. Wystartowa? i ... znikn?? za drzewami. Ja swoj? decyzj? postanowi?em wstrzyma? do jego powtórnego pojawienia si?. Kiedy znów go zobaczylismy - wstapi?a w nas euforia - Sander mia? ju? z 5 m nad start i radosnie porykiwa?. Natychmiast wystartowa?em piekielnie trudna alpink?. Tuz za ogromna sosn? z?ozony w uprz??y na granicy zeslizgu przylei?em si? do stoku. Wario pika?o koj?co, a ja pracowicie wspina?em si? metr po metrze by w ko?cy z par excellence wy?szosci? przyjze? si? Roha?ce. Jakiz to piekny by? widok! Rohacka zdobyta, a nad jej postrzepion? turni? dwa giny i ?adnemu _link_i nie odesz?y! Koledzy na startowisku analizowali w spokoju nasz lot przepychaj?c si? na startowisku, kln?c i na zmiany pal?c starty. W ko?cy wystartowa? Tomek. Presja psychiczna, potworne turbulencje i powaga góry przygniot?y go jednak psychicznie i postanowi? l?dowa?. W tym samym czasie najpierw Sander, a potem ja postanowilismy dokr?ci? w termice - noszenia w kominach dochodzi?y do 1,1 m/s, ?e o duszeniach nie wspomn?. Bylismy jednak zdeterminowani i nie dalismy si?. Po oko?o pó? godzinie wystartowali Grzesiek i S?awek. Obaj wytrzymali powag? sytuacji i dzielnie do??czyli do nas w powietrzu. Nastroje mielismy euforyczne - Grzesiek z narazeniem zycia robi? zdjecia i w zapamietaniu dokumentalisty zrobi? ich ze dwadziescia. Sander penetrowa? najwy?sze obszary, jak bada?em zasi?g nosze? dynamicznych na przedpolach Rochacki, a S?awek lata? z jak?? niebywa?? nonszalancj? stabilem prawie dotykaj?c drzew! Czas p?yn?? jednak nieub?agalnie a w raz z nim p?yn??y p?yny ustrojowe w moim oraganizmie. P?yn??y tak i p?yn??y, ku nieublaganemu ko?cowi, a? wreszcie z potworna si?a da?y zna? o sobie. Delikatnie, by nie uroni? niczego przed czasem, wyesowa?em do l?dowiska, a ledwie stana?em na ziemi - rozpia?em sie gwa?townie i... Uwolni?em p?yny. Zaraz po mnie wyl?dowali koledzy. Do dzi? twierdz? zgodnie, ze noszenia usta?y i dlatego l?dowali - ja jednak znam prawd? - to moja gwa?towna decyzja o ladowaniu musia?a ich zaniepokoi?. By? mo?e zauwazy? co?, co nam umkn??o, by? mo?e Rohacka chce pokaza? nam jednak swój pazur mysleli widz?c moje gwa?towne wytracanie wysoko?ci. Po wyladowaniu obserwowalismy z uwag? Tomka i jego donkiszoteri? w walce z konikami polnymi, nawiazywalismy znajomo?? z Adamem Stelmachem, który na stoku tej gro?nej góry szkoli kursantów na L i ustalalismy gdzie bedziemy opija? zwyciestwo. Dzie? pó?niej w okrojonym sk?adzie (bo ju? bez Sandera) chcielismy jeszcze raz poszale? na Roha?ce, ale warun siad? bezpowrotnie. Wrócili?my do kraju. Wnioski: Wystarczy pojecha? za granic? kilkaset kilometrów a nawet Rohacka wyda si? atrakcyjna. Mora?: Zawsze trzeba si? wysikac przed startem. Uwagi ogóle: By?a juz dyskusja na grupie o sikaniu podczas lotu - nikt nie potraktowa? jej powa?nie. Nie dobrze, bo sprawa porafi byc pil?ca! jaro (co jednak w ten weekend polata?)
|